img


Słowo Boże
22.I.2012
III Niedziela Zwykła Rok B

I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim

Zawsze w życiu mamy jakiś wybór. Wybór szkoły, wybór studiów, wybór dziewczyny, chłopaka, wybór żony, męża, wybór spodni, bluzy, wybór tego, co robić w sobotę wieczorem, itd. Są różne propozycje i nie wszystkie traktujemy tak samo poważnie – zależy od tego, o jaką sprawę chodzi.
 
Niektórzy, żeby zmniejszyć ryzyko, wykorzystują różne dostępne środki. Jedni czytają horoskopy w popularnych tygodnikach, aby dowiedzieć się czy to już w tym tygodniu czeka ich wielka miłość.
 
Inni chodzą do wróżki, aby z kart tarota, z ręki, czy jakiejś magicznej kuli wyczytała im świetlaną, jakby nie było, przyszłość. Można zadzwonić do numerologa, do wróżbity Macieja czy Davida w niedzielę o poranku, czy w godzinach wieczornych, aby podając datę swojego urodzenia dowiedzieć się, czy powinienem wyjechać na Zachód lub do Stanów, czy też nie.
 
Różne są sposoby zabezpieczenia się przed popełnieniem błędu. Są tacy ludzie, którzy bardzo boją się decyzji i są tacy, którzy lubią ryzyko. W każdym razie, nikt nie lubi życiowych „wpadek”. Chcemy to życie przeżyć tak, aby nie żałować najważniejszych decyzji. Kogo słuchać, aby nie uczyć się na własnych błędach?

Po przeczytaniu niedzielnej Ewangelii zastanawiałem się, dlaczego dorośli ludzie, z jako takim zawodem – rybacy – zostawili swoje rodziny i pracę i poszli za człowiekiem, który im obiecał, że będą łowić ludzi. Mieli pracę, mieli swoje domy, mieli zapewnioną przyszłość. Czy już im się to znudziło? Czy szukali przygód? Ryzykanci? Oto historia tych, którzy zostawili wszystko – dla Chrystusa.

Jezus zaskoczył ich przy pracy, kiedy właśnie zarzucali sieć. Dostali propozycję, która była nie do odrzucenia. To był moment życiowej szansy, który mogli wykorzystać lub stracić.

Ryzykowali wszystko, co mieli, bo nic nie mogli ze sobą zabrać. I nie mieli pewności, jak się to skończy. Na pewno nie liczyli na krzyż, na zdradę i nie śniło im się o zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego, ani o tym, że cokolwiek w życiu napiszą.

Zawsze, gdy czytam ten fragment Ewangelii z III Niedzieli zwykłej zadziwia mnie pewność, z jaką pierwsi uczniowie zostawiają swoje rodziny i rezygnują z swojej pracy. Bez zastanowienia idą za Jezusem. Podejmują duże ryzyko dla kogoś, kogo nawet dobrze nie znają. Z drugiej strony, sam widzę z jaką ufnością podczas uroczystości kościelnych śpiewam: „Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”.

Początkiem wiary jest decyzja pójścia za Chrystusem. Wiara jest osobową relacją z żywym Jezusem; jest zaufaniem, miłością, oddaniem, posłuszeństwem. Wiara oznacza przyjęcie nowego sposobu myślenia, wartościowania, reagowania i postępowania. Wiara to nowy sposób życia, nowe narodzenie.

Ale źródłem tej nowości nie jest człowiek, lecz Bóg. To On daje nam to wszystko, jeśli widzi, że Mu ufamy i jesteśmy otwarci na Jego dary, gotowi przyjąć Jego prowadzenie. Bóg czeka tylko na nasze: tak.
 
Warto iść za Kimś, kto mi bezbłędnie potrafi wskazać drogę życia, nawet jeśli muszę sporo zaryzykować. Nie trzeba się bać ryzyka, jeśli wiem, kto mnie ubezpiecza – moje decyzje i moje życie, Kogo o to proszę.
 
Życie czterech rybaków, o których powołaniu słyszeliśmy dziś w Ewangelii, wyglądałoby na pewno bardzo spokojnie i ponuro, gdyby wtedy nie poszli za tym, który ich „odciągnął od codziennej roboty”. Liczyli na wolność, na lepsze życie, a ruszyli na podbój świata. Zaryzykowali i wygrali.
 
Idąc za Chrystusem, ufając Mu bezgranicznie, wygramy, wygramy życie i wygramy wieczność.